Wednesday, 10 August 2016

Jak kiedys

Rozmawiałam z Tobą, jak kiedyś. Przynajmniej tak myślałam. Mówiłeś do mnie, słuchałam. Starałam sie być miła, ukryć zazdrość, rozczarowanie. Było niby normalnie, a jednak nie jak kiedyś... Brak entuzjazmu i pasji, brak iskry, która sie w nas tliła. Ostrożne żarty i dobór słów. Coraz dłuższe przerwy miedzy zdaniami. Czy nie masz mi już ni do powiedzenia książę? Budujesz w spokoju swój pałac, po tym jak niedawno zburzylismy mój. Odbudowuje go sama. Nie obwiniam Cię. Myślałam, ze jesteśmy zespołem. Byłeś tak blisko, najlepszy przyjaciel... A teraz nie ma nic. Zapomniałeś o mnie kiedy zamknęłam drzwi. Na prawdę zależy mi na twoim szczęściu, książę. Zasługujesz na nie jak mało kto. Tylko, ze to tak boli kiedy otaczasz ja murem i fosa i chronisz je przede mną. Jeśli tego chcesz, odejdę. Usune sie w cień. Jeśli to Cię uszczęśliwi i da poczucie bezpieczeństwa, przekreśla nasza przyjaźń, zakop głęboko w szufladzie wspomnienia, ale błagam, nie zapomnij. Mogę udawać, ze mnie nie obchodzisz, ze Cię nie ma, ze nie chce Cię znać (czy potrafię?). Ale nie zapomnę, bo dałeś mi sił aby żyć pełnia życia i pokazałeś jak walczyć.

Tuesday, 9 August 2016

Sen o Tobie, Ksiaze.

Kolejny sen o Tobie, Książę Gór. Tyle uczuć i wspomnień. I sama nie wiem co z nimi zrobić.
Trwają przygotowania do jakiejś dużej imprezy. I jesteś tam Ty. Nie rozmawiasz ze mną, ani ja z Tobą. Wywołujesz u mnie lawinę mieszanych uczuć. Nienawidzę Cię i kocham jednocześnie; pragnę, nie chce Cię znać i boje sie Ciebie bo czuje, ze zrobiłeś mi cos złego, wyrządziłeś mi jakaś wielka krzywde. Tobie tez z tym zle, unikasz mnie. Nie wiem co sie z nami stało, czuję tylko miliony myśli bijących sie w mojej głowie i gorzki smak słodkich wspomnień. Zniszczyliśmy bezpowrotnie cos pięknego i teraz nam wstyd. Tęsknimy za sobą.
Wokół przewija sie wiele osób, niektórzy cos do mnie mówią a ja ich nie rozumiem. Inni komentują sytuacje miedzy nami obwiniając Ciebie bądź mnie i dają dobre rady. Nie rozumiem ich, słowa zlewają sie niewyraźny bełkot. Nie chce ich słuchać. Chce tylko żebyś na mnie spojrzał i może wtedy wszystko sie naprawi. Chce być blisko Ciebie chociaż wiem, ze to złe.
Byliśmy jak huragan, niszczyliśmy wszystko dookoła, powodując ból, cierpienie i stratę. Człowiek jest w stanie wiele znieść, wiele zapomnieć i jeszcze więcej odbudować. Ja już wiele zrobiłam, ale do ostatecznego catharsis brakuje mi jeszcze tylko harmonii i duszy i oczyszczenia umysłu;
brakuje mi Ciebie, bo tylko Ty możesz zaprowadzić ład w moim świecie. Dlatego Cię szukam. Biorę ze sobą pióro, papier i czerwone koperty i siadam przy mały, pustym stoliku, modląc sie aby nikt do mnie nie podszedł, aby mnie wszyscy zostawili w spokoju, aby nikt nie zburzył mojego misternego, ale jakże naiwnego planu. Chce żebyś mnie widział. Chce żebyś widział, ze cierpię. Chce żebyś zobaczył, ze sięgam po jedyna broń przed światem jaka znam- papier i pióro. I chce żebyś czuł sie
zle. Chce żebyś czuł sie winny. Chce żebyś mnie pocieszył i powiedział gdzie popełniliśmy błąd. Jak zakochana nastolatka, będę za Tobą chodzić tak długo aż mnie zauważysz i jakoś zareagujesz. Twoja obojętność mnie boli. Wiem, ze Ciebie boli ona tak samo jak i mnie. 'Zauważ mnie' myśle, 'spójrz na mnie, a zakopiemy topór milczenia i odbudujemy razem świat, który  zburzylismy.' Wiem, ze mnie widzisz. Jestem Twoja wina. Moja obecność Cię rani, ale wiem ze chcesz abym została w zasięgu Twego wzroku. Choć moja bliskość Cię meczy, chcesz mnie mieć blisko. Tak bardzo chce być bliscko, mimo ze Twoja obojętność jest dla mnie tortura. Dlaczego to sobie robimy? Przecież byliśmy przyjaciółmi i gdyby nie to, co sie stało, cokolwiek to było, moglibyśmy razem zdobywać góry.
Staram sie być tym, kim chciałeś abym była. Jestem teraz wojowniczką. I wiem, ze pomogłeś mi odkryć, a nie zmienić siebie. Jestem Ci za to wdzięczna, Książę. I uwielbiam Cię za to. Właśnie
dlatego za Tobą poszłam, dlatego wspieram sie na szczyt. Czemu tak bardzo sie pogubiliśmy? To
moja wina? Nie potrafię żyć w harmonii ze swoim nauczycielem nie wzbudzając w nim ludzkich rządz? Zrobiłam to specjalnie? Potraktowałam Cię jak zabawkę czy chciałam Sobie cos udowodnić?  A może to Ty mnie wykorzystałeś? Byłeś dla mnie wzorem i ucieleśnieniem nieosiągalnego,po które coraz chętniej zaczęłam wyciągać ręce. Skrzywdzilismy sie wzajemnie? Tu chyba na próżno szukać winnych. Daliśmy sie ponieść emocjom i nie byliśmy w stanie ich opanować. Ich siła cos w nas złamała. Teraz to nie ważne, chce tylk o żebyś mi wybaczył, żebym ja mogła wybaczyć Tobie, żeby świat nam wybaczył, zapomniał.... Chce na nowo zbudować nasza wieże z kart. Pewnie już nigdy nie będzie tak samo jak kiedyś, ale kto powiedział, ze nie może być tak dobrze jak kiedyś.
Widzisz mnie. Podchodzisz po dłuższej chwili. Nieśmiało rozmawiamy na jakiś bezpieczny temat. Na prawdę? Po tym co przeszliśmy razem rozmawiamy o pogodzie? Nie dogadujemy sie. Za dużo
jest miedzy nami niedopowiedzen. Za dużo żalu, za dużo sprzeczności. Milczymy, ale razem. Żadne
z nas nie chce odejść. Jestes zły za to, ze tu jestem; za to ze mnie widzisz. Ale w głębi serca nie chcesz bym sobie poszła, chcesz mnie tu mieć. Ja ze swojej strony nienawidzę Cię coraz bardziej, bo nie potrafisz mnie uspokoić. Byłeś tuż obok tak długo, ale pracowałeś za barem i nie przyszedłeś wcześniej. Klienci. Uli ważniejsi. Nikt i nic nigdy nr bylo dla Ciebie ważniejsze niż rozmowa ze mną....
Tak trwaliśmy obok siebie w milczeni prze jakiś czas, jakby zawieszeni w niebycie; nie istnieliśmy tuż obok siebie. A potem byliśmy we trójkę w Twoim domu, tak jak kiedyś. Ale wtedy nie było miedzy nami sekretów, niedopowiedzeń, wyrzutów i żalu; wtedy nikt nie cierpiał. Teraz wszyscy troje cierpimy. I on, moja miłość, taki mój, taki cudowny, idealny... Z całej naszej trójki tylko on, ten
który powinien był nas zostawić, tylko on potrafi dać krok na przód, wybaczycie może nawet zapomnieć.ale to byl tylko sen, Mój Ksiaze. To sie juz nigdy nie zdarzy. On Ci nie wybaczy, mi pewnie nigdy nie zapomni. czy sami sobie kiedys wybaczymy? Nie usiadziemy juz razem przy stole. Nie bedzie wieczornych rozmow rozmow i dobrych rad. Szkoda, ale dla mnie najwazniejszy jest On, moja milosc. Ty jestes snem.
Bylismy u Ciebie, we trojke. Tacy zagubieni, niczym odkrywcy na nowym ladzie, nie wiedzielismy co nas czeka. Tak bardzo potrzebowalismy wybaczenia, zeby moc odzyskac chocby namiastke tego co kiedys mielismy. Tacy niesmiali, winni i przerazeni...ale tez uparci i bojowo nastawieni.
To wszystko wrocilo... Co my zrobilismy, Mój Ksiaze? i wtedy pokazales nam krzyz na scianie a przy nim zdjecie mlodego, dlugowlosego mezczyzny o niebieskich oczach I jakis siwety ( Gabriel? Hubert?); byl tez maly ekranik z numerkami, taki jak w elektronicznych zegarkach. powiedziales, ze to numer telefonu. Ostatni numer. po nim nie ma juz nic, tylko smierc. Nasz? Twoja? Naszej przyjazni? czy to tylko ja, czy wszyscy czulismy nieodparta pokuse wziecia telefonu do reki? I wtedy, juz nawet bez slow, wiedzialam, ze wybaczasz i przepraszasz i ze jestes dla mnie podpora. tylko moja milosc pozostala obojetna i niezachwiana po tym co powiedziales, Ksiaze Gór.

Monday, 1 August 2016

Sen

Moja ciocia. Bogini. Maszerowała dumnie poprzez nieprzebrana zieleń, dumna i szczęśliwa, jakgdyby odkryła nowy, nieznany nikomu świat. Dokładnie taka jak ja pamietam. Moja. Była jak znak niebios, ze jeszcze sie wszystko ułoży, ze będzie dobrze, ze po burzy wyjdzie słońce i kolorowa wstęga tęczy wynagrodzi nam chwile niepokoju. Szła tak, przez nieprzebrane połacie zieleni, ubrana w swój długi, ciężki czerwono czarny sweter. We wszystkim wygladała dobrze. Niosła w dłoni pochodnie. Pochodnie zakończona była szklanym tulipanem, a w nim fruwały świetliki, oświetlając jej drogę. Dookoła było jednocześnie jasno i ciemno. Świetliki powoli wyfruwaly z pochodni, niczym magiczne zaklęcia, jak gdyby działały na jej polecenie. Wysyłała je aby rozjaśniały świat. Była taka szczęśliwa, taka żywa... Dookoła było już jasno. Czy to świetliki? Czy może już sama jej obecność miała moc oddalania nocy. Ciocia szła poprzez nieprzebrane połacie zieleni. Świat pełen koloru, słońca, radości. Ciocia szła przez cmentarz. Jakby w tańcu poruszała sie pomiędzy zielonym mogiłami, które były niczym innym jak tylko tylko małym wzniesieniam na równinie, pokrytymi niska, rowna trawa. Nie było krzyży, zdjeć cytatów. Nie było tęsknoty, płaczu czy przygnębienia. Ciocia zatrzymała sie przy jednej z mogił. Nie było tabliczki ani zupełnie nic co mogłoby wskazywać, ze to wujek. A jednak skądś wiedziała. My wiedzieliśmy. Ciocia przystanęła nad zielona mogiła i uśmiechnęła sie serdecznie.

Monday, 18 July 2016

Mówią, że artysta nie może tworzyć kiedy jest szczęśliwy. Mówią tez, że artysta nie potrafi tworzyć jeśli nie doświadczył go los; doświadczenie jest jego tworzywem.Artysta to człowiek, który doświadcza skrajnych emocji. Postawiłam na ostrzu noża swoje szczęście. Pozwoliłam, by emocje i namiętności wzięły górę nad rozsądkiem. teraz moje życie jest bogatsze w doświadczenie. Zrobiłam mały kroczek w stronę swojego wątpliwego i głęboko skrywanego artyzmu, choć zupełnie o tym wtedy nie myślałam. nie myślłam. Czułam, że powinnam to zrobić. Czułam, że to "teraz lub nigdy". I zrobiłabym to jeszcze raz z pełną świadomością i znając konsekwencje. Jeden namiętny pocałunek, nieśmiały dotyk rozedrganych rąk. Pożądanie, silniejsze niż rozsądek. Wraz z ignorancją nie stanowią dobrego duetu....a może właśnie stanowią. To chyba zależy od tego jaki efekt chcemy osiągnąć. Mój krok w chmury był skokiem nad przepaścią. W jednym momencie zapomnienia postawiłam na szali utopię, świat który sama zbudowałam miłością nie wierząc do końca, w miłość i w to że potrafię kogoś obdarzyć tak wielkim uczuciem. A jednak zaryzykowałam to. Czy było warto? Tak, bo po pierwsze, prawdziwa miłość wybacza i rozumie. Wina na ogół nie leży po jednej stronie. chwile słabości nas umacniają, pozwalają uczuciu dojrzeć i ewoluować. Mi, moja chwila słabości, pomozwoliła jeszcze raz sie zakochać i docenić to co mam. przez jedną ulotną chwilę doznałam czegoś nowego, co było wspaniałe, ale nigdy nie chciałabym aby przejeło miejsce tego co mam. Mój związek dojrzał, a ja zrozumiałam, że jest jak kwiat; wymga stałej opieki, pielęgnacji i adoracji, inaczej umrze. nie pozwolę na to. Niektórzy powiedzieli by, że byłam głupia. Ja powiem, że owszem byłam nierozsądna i mój 'romans' był raczej wynikiem ciekawości połączonej ze sprzyjającymi okolicznościami, niż romantycznego uczucia. To, z mojej strony, jest już zarezerwowane.

Sunday, 15 May 2016

Miles away

I'll be miles away from You soon.

Miles away from you, my rebel.

I will live this life of mine,

Miles away from you my rebel.

 

You are my anchor in this gilded world

You are reality that is a dream

But I'll move away from you, my rebel

And I'll live miles away

 

You are the

Prince of the highest mountain

You are the king of my desires

But I'll move miles away from you, my rebel...

 

I'll live life full of reality

I'll live happy, loved and cared for

But I mill miss you and want you

And maybe one day I'll rebel...

Friday, 29 January 2016

Przyjdzie taki dzien

Przyjdzie dzien, kiedy na piaszczystej plazy odnajde Twoje rozmyte slady. Przyjdzie dzien kiedy okryje sie peleryna, ktora kiedys nosiles i wezme do reki kartki papieru pachnace wisniowym tytoniem. Przyjdzie taki dzien, kiedy szczescie nie bedzie mi stalo na drodze do szczescia, Mistrzu. Przyjdzie taki dzien, kiedy bede kompletna. Kiedy bede tworzyc swiaty i rozumiec artystow. Przyjdzie dzien kiedy mnie sobie przypomnisz i bedziesz ze mnie dumny.

Sunday, 19 July 2015

Never let You go

Nigdy nie dorownasz mojjej milosci, Mistrzu. Nigdy. Bo on jest moim zyciem. On dal mi zycie, zycie po Tobie. Odarl mnie z Ciebie, otulil soba. I teraz nie wiem czy bylam tym kim myslalam podazajac za Toba. Nie wiem czy teraz jestem do konca soba, ale jestem szczesliwa. Tak, chyba jestem soba, tylko pozbawiona Twojego wplywu. Troche zagubiona, ale kochana i kochajaca. On dal mi zycie Mistrzu, podczas gdy Ty pokazywales mi swiaty, w ktorych nie potrafilam sie bez Ciebie odnalezc. Brakuje mi Ciebie i Twoich swiatow. Brakuje mi wszechobecnej atmosfery inteligencji, wiedzy, madrosci.... Madrosc przychodzi z wiekiem Mistrzu. Bylam tylko dzieckiem. Staje sie madrzejsza z kazdym dniem, tak jak i on. Jeszcze bedziesz ze mnie dumny, on tez. Dopiero ucze sie zyc Mistrzu. Ty nigdy nie pokazales mi prawdziwego zycia, za to on prowadzi mnie przez zycie za reke, jak dziecko. On rozumie wiecej niz Ty. Jest cierpliwy, jest madry, ma piekna dusze... Jesli Bog zeslal na ziemie anioly, on jest jednym z nich. I jemu nie pozwole odleciec. On mnie ksztaltuje, ale ne zmiena. Odnajduje siebie. Nie narzuca swoich pogladow, nie mowi co dobre a co zle. Jest taki jak ja. Pozwala mi sie do siebie zblizyc. Myli sie i otwarcie sie do tego przyznaje. On jest moim zyciem, Mistrzu. Ty byles marzeniem, ale teraz marze tylko o zyciu. i nim w moim zyciu i o mnie w jego zyciu. Ale jestem czlowiekiem i to ze wciaz marze jest moja slaboscia. Tak jak Ty Mistrzu. Wiem o tym. Ale czym jest czlowiek, ktory nie marzy.....